Kanada: Na skrzyżowaniu dróg.

„(…) niezależnie od pozycji, etapu życia czy społecznego statusu człowiekowi potrzebna jest psychiczna i duchowa siła, by posuwać się naprzód – krok po kroku, zmagając się z przeciwnościami, które od czasu do czasu stają się udziałem każdego.

Siła nie przychodzi dopiero potem, kiedy wejdziemy na drabinę czy górę, ani po dokonaniu czegoś, cokolwiek to jest. Potrzebujemy siły, żeby podejmować działania, potrzebujemy jej zwłaszcza przed i w trakcie wysiłku, a także i potem. Wierzę, że badanie natury duszy daje właśnie taką kwintesencję siły.

Wokół nas nieustannie dzieje się coś, co może wstrząsnąć podstawami ducha i duszy; coś, co niszczy determinację i sprawia, że zapominamy o ważnych pytaniach: interesujemy się zwykle praktyczną stroną rzeczy, natomiast nie chcemy poznać jej duszy. Idziemy przez życie, zdobywamy, walczymy z niesprawiedliwością, opieramy się wichrom dzięki sile ducha.

Ta siła, którą dają nam słowa, modlitwa, kontemplacja lub inne sposoby, pochodzi z ducha, potężnego bytu spoczywającego w psychice, a jednak potężniejszego niż ona sama. (…)

Życie jest trudne i bogate – oto czego dowiaduje się człowiek autentycznie dojrzały; widać to i wewnątrz, i na zewnątrz u tych, którzy do dojrzałości dążą. Wiemy, że jest wielka różnica między życiem prawdziwie głębokim a fantasmagorycznymi urojeniami. W podróży „do prawdziwego domu”, choć czasem patrzymy za siebie, by spojrzeć tam, skąd przyszłyśmy, nigdy nie odwracamy się, by zawrócić”.

Clarissa Pinkola-Estes, „Biegnąca z wilkami”.

 

Revelstoke.

Revelstoke.

Revelstoke.

Revelstoke.

Wniosek o wizę do Kanady złożyłam z początkiem kwietnia 2014 roku. Myślałam o tym pomyśle mniej więcej od połowy lutego. Zastanawiałam się, analizowałam, oceniałam szanse i możliwości. Potem czekałam. Czekałam długo, intensywnie, nie zawsze z pozytywnym nastawieniem i iście bajecznym nastrojem. Było dużo myśli, całe mnóstwo wątpliwości, pustynia niepewności i podsycających ją komentarzy innych. Czekałam. Nieelegancko i nie z uśmiechem od ucha do ucha, wierna jak pies u progu domu. Zmokły, wyblakły, śmierdzący i skomlący od czasu do czasu, a jednak nieustępliwy. Czekałam rok. Marzyłam, planowałam, zastanawiałam się, błądziłam palcem po mapie własnego serca. Traciłam nadzieję i ją odzyskiwałam, moja wiara upadała i podnosiła się nie wiadomo skąd, znowu pełna werwy i wewnętrznego przekonania. Jaki był pomysł? Prosty. Przyjadę, zamieszkam u koleżanki, która nauczy mnie swojego fachu, przejdę kursy, będę pomagać i uczyć się meandrów pracy z ludźmi. Były obietnice, były także oczekiwania. W Meksyku po raz pierwszy poczułam, że złudne. W USA, gdzieś w okolicach Los Angeles była już pewność, że coś nie gra, że coś jest nie tak. Skontaktowałam się z Samem i ustaliliśmy, że dopóki sprawa się nie wyjaśni zamieszkam u niego w Vancouver. Patrzyłam jak mój skrupulatnie budowany i tak długo oczekiwany plan rozpada się na moich oczach i nic nie mogłam zrobić. Nie znałam prawdy. W mojej komunikacji z zainteresowaną było wszystko, oprócz szczerości. Jednej, przejrzystej odpowiedzi, bez niepotrzebnych „przykro mi” nawet. Po prostu odpowiedzi: „tak” lub „nie”. Czy to, aż tak dużo? Jest jednak i życiowa lekcja z tego rodzaju doświadczeń. Chcesz poznać prawdę? Odkryj się, i zapamiętaj, brak odpowiedzi, jest w zupełności wystarczającą odpowiedzią… Źródłem każdej prawdy w życiu jest serce wypełnione miłością, a nie rozum przesiąknięty lękiem.

Revelstoke.

Revelstoke.

Można mnie winić za wiele rzeczy, można mieć do mnie pretensje o wiele błędów naiwności, można nie lubić mnie za sposoby mojego radzenia sobie z sytuacją, sposób komunikowania, emocjonalność reagowania, ale jeśli sprowadza się to do faktu, że przeżywam swoje problemy w sposób namacalny, że na nie patrzę i pozwalam je sobie dogłębnie odczuć, to z całym szacunkiem dla wszystkich, ale to nie to jest moim problemem. Współczesny świat z tym walczy, większość mężczyzn nigdy tego nie zrozumie, coraz więcej kobiet się tego wypiera. Tymczasem jest to niezaprzeczalna prawda, naturalna od chwili narodzin. Emocje są największą siłą każdej kobiety. Emocje są jedyną bronią, jaką niekiedy ma, żeby ocalić swojego ducha i przetrwać. Nie jestem z kamienia, nie żyję i nie zmagam się z tym życiem po to, żeby udowodnić komukolwiek, jak silna i wspaniała jestem. Nie znam odpowiedzi na wiele pytań i nie potrafię przewidzieć przyszłości zdarzeń, po prostu żyję, tak jak umiem, w zgodzie z tym, co czuję i myślę, posuwam się naprzód. Działam. Niedoskonale, nie zawsze z klasą, nie z ciągłym uśmiechem na twarzy i wiecznie pozytywnym nastawieniem, ale działam. Podejmuję wyzwania i decyzje, które potem konsekwentnie realizuję. Idę dalej. Uczę się, wyciągam wnioski, kiedy trzeba, to się poświęcam, kiedy mogę to daję sobie totalną swobodę bycia. W momencie, kiedy zrozumiałam sytuację w jakiej się po przyjeździe tutaj znalazłam, nie załamałam rąk, nie rzuciłam wszystkiego w trzy diabły, bo przecież nie tak miało być. I chociaż nie było mi łatwo, i chociaż balansowałam na krawędzi własnych negatywnych emocji, zrobiłam to, co musiałam zrobić. Rozwiązałam problem na tyle, na ile mogłam go pod presją czasu i otoczenia rozwiązać. Nieperfekcyjnie, nie tak jak sobie wymarzyłam i nie tak, jak bym sobie tego życzyła, na to nie było czasu. I wiecie co? Jestem z siebie dumna, bo niezależnie od tego w jakim stylu to zrobiłam, liczy się tylko jedno, nie poddałam się i poradziłam sobie. Nie wiem, czym jest dojrzałość, jeśli nie tym właśnie.

Revelstoke.

Revelstoke.

Po tygodniu przeczekiwania na kanapie u Sama, nie tylko zdążyłam rozeznać się wystarczająco w sytuacji, żeby zrozumieć, że liczyć mogę znowu tylko na siebie, ale także na szybko przeanalizować, jakie mam możliwości i co jest dla mnie w tym momencie najważniejsze. Jakby mimo chodem udało mi się też już na starcie zarobić trochę pieniędzy, na dobry początek, i pocieszyć Vancouver, towarzystwem i odrobiną lenistwa, po kolejnej, wyczerpującej podróży. Przede wszystkim postawiłam na jedno, jako słowo się rzekło, w lipcu odbędę kurs z Clarissą Pinkolą-Estes w Colorado. Ten kurs nie jest tani, nie będę tu nikomu ściemniać, w mojej obecnej sytuacji życiowej i finansowej jest kategorią szaleństwa do kwadratu. Doliczając podróż po turystycznie drogich Stanach i koszty życia, w porażająco drogiej Kanadzie, jasnym stało się, że potrzebuję pieniędzy, dużo pieniędzy, co oznacza, że muszę je zarobić, szybko i nade wszystko skutecznie. W totolotka nie wygram, bo w niego nie gram, losów na loterii nie kupuję, żebrać na ulicy nie będę, pożyczać nie lubię. Przede wszystkim uważam, że dopóki mam dwie sprawne ręce i nogi i głowę na karku, mogę pracować. I nieważne czy będzie to praca w barze, w sklepie, w hotelu na recepcji, czy jako sprzątaczka. Nie ma takiej pracy, która hańbi ducha. Duma, czy hańba są domeną ego, dla duszy nie mają większego znaczenia, a naszym marzeniom wszystko jedno, jak za nie zapłacimy, byle z nich nie rezygnować. Nie boję się ciężkiej pracy. Mogę się na nią wkurzać, mogę pluć sobie w twarz, że zasługuję na więcej, a świat w którym żyję jest niesprawiedliwy i nieciekawie ułożony, mogę głosić światłe myśli i rozważania o lepszym porządku rzeczy, mogę i będę się buntować, ale jedno jest pewne, tu i teraz, tylko ja jestem odpowiedzialna za swoje marzenia.

Revelstoke.

Revelstoke.

Skoro Colorado, to nie będę emigrować na daleką północ Kanady, bo to dodatkowa strata czasu i pieniędzy. Skoro, najlepszym lekarstwem na moje słabości jest natura, nie zostanę w wielkim mieście, przytłaczającym mnie dodatkowo murowanym krajobrazem i hałasem ulicznym. Skoro, pracę muszę zacząć jak najszybciej, nie pójdę do przeszklonych biurowców, gdzie rekrutacja może ciągnąć się miesiącami, pójdę tam, gdzie przyjmą mnie z ulicy. Skoro muszę oszczędzać, nie wynajmę wygodnego apartamentu, z widokiem na góry, który oprócz wygody i swobody, będzie mnie kosztował wszystko, co zarobię. Jest to logiczne przecież, a umiejętności logicznego myślenia, nie można mi odmówić. Sztuką jest pogodzić możliwości na tu i teraz z celami długoterminowymi. Sztuką jest podążać tam gdzie prowadzi nas serce, ale też każdy krok konsultować z rozumem. Sztuką jest znaleźć kompromis pomiędzy chciejstwem ego, a poświeceniem, które jest nieodłączną częścią każdej drogi do celu. Sztuką jest znaleźć w sobie siłę i cierpliwość, które są mistrzowskim połączeniem konsekwencji. Sztuką jest przetrwać i nie stracić z oczu tego, do czego tak naprawdę dążymy. Sztuką jest kochać życie, siebie samego, innych i swoje marzenia, niezależnie od sytuacji, którą właśnie zaserwował nam los. Bo życie nie zaczyna się, kiedy zwyciężysz, ani nie kończy w momencie, w którym się poddasz. Ono się toczy, z każdym dniem, z każdą nocą, z każdą chwilą.

„Trzy rzeczy różnią życie wypływające z duszy od życia zdominowanego przez ego. Są to: zdolność wyczuwania i uczenia się nowych rzeczy; wytrwałość w podróżach po wyboistych drogach; cierpliwe uczenie się prawdziwej miłości. (…)

Błędem byłoby sądzić, że trzeba atletycznego herosa, by tego dokonać. Nie trzeba być herosem. Trzeba serca, które ma wolę umierać i rodzić się w nieskończoność. (…)

To ona, Pani Śmierci, która na jednej szali kładzie siłę, na drugiej – dystans do przebycia, na jednej – czas, na drugiej – libido, na jednej – ducha, na drugiej – przetrwanie. Medytuje nad tym, rozważa, po czym dodaje iskrę, dwie, wznieca trzaskający płomień, albo go tłumi, nieco przygasza, całkowicie gasi. Ona wie, czego trzeba. Ona wie, kiedy nadchodzi czas”.

Clarissa Pinkola-Estes, „Biegnąca z wilkami”.

Revelstoke.

Revelstoke.

Tak też przyjechałam, późno w nocy do Reveltoke. Sama, przerażona, zawiedziona, smutna, z jednym mocnym postanowieniem w rozedrganym sercu i za dużo myślącym umyśle, ZROBIĘ TO. Niech się wali, niech się pali, niech cały świat nazwie mnie głupcem, ZROBIĘ TO. Niech będą łzy, niech będzie wściekanie się, niech emocje mnie pochłoną, a rozum zwariuje, ZROBIĘ TO. Jeszcze raz zaufam tylko sobie. I tak też się stało. Mieszkam w bardzo sympatycznym, obdarzonym ciepłą energią hotelu w samym centrum miasteczka. Mam swój pokój, za który płacę 18 godzinami ciężkiej pracy tygodniowo, widok na góry dokoła i dużo możliwości wędrówek, na które niestety najczęściej brakuje mi czasu i energii. Dodatkową pracę znalazłam w przeciągu tygodnia w 7Eleven, i chociaż nie zarabiałam kokosów, a pierwsze wrażenie nowości i zaciekawienia bardzo szybko minęło, odłożyłam wystarczająco, żeby zapłacić za dalszą wędrówkę i bilet lotniczy do Polski. Tak, w sierpniu wracam do Polski. Mam kilka pomysłów, na razie mocno niepewnych, ale mam też przeczucie, że tędy droga. Co jednak najważniejsze mam tam rodzinę, która za mną tęskni i mnie potrzebuje, oraz przyjaciół, którzy niezależnie od różnych wzlotów i upadków, akceptują mnie i wspierają, dokładnie taką, jaką jestem. Nie chcę już więcej przeczekiwać swojego życia, nie chcę też go układać na drugim końcu świata. Jednym, co zrozumiałam przez te dwa lata tułaczki jest to, że niezależnie jaką drogą pójdę dalej, moje serce już na zawsze pozostanie rozdarte. I jest to prawda z którą muszę nauczyć się żyć. A skoro tak, to chcę się jej nauczyć wśród najbliższych mi ludzi. Świat mi nie ucieknie, zapału podróżniczego już nigdy nie stracę i jeszcze dużo wędrówek przede mną (tej Luizjany i Florydy, a także Alaski i Ameryki Południowej już sobie na pewno nie odpuszczę! Są one tylko kwestią czasu, tak jak wszystko w życiu.), natomiast ludzie, których kochamy, są wartością bezcenną. Każda chwila jest czasami na wagę złota. Moja siostra mnie potrzebuje, rodzice się starzeją i coraz trudniej jest im zaakceptować w sobie moje wybory, przyjaciółka urządza chrzciny, druga z trzecią się zakochują, czwartą ciągnie do wizyty w Polsce, bo jednak tam bliżej z Anglii i jeszcze nigdy nie była. A Ala? Ta mała Ala, której główka jeszcze nie tak dawno mieściła mi się w jednej dłoni, od września do szkoły idzie i właśnie nauczyła się jeździć rowerem na dwóch kółkach. Czy chcę to przegapić?

Revelstoke.

Revelstoke.

Za chwilę ruszam znowu w drogę. Mam jej kawałek do przejechania, a i wrażeń dużo już na mnie czeka. Dla odmiany postanowiłam spróbować dojechać do Colorado autostopem, bo tego jeszcze nie grałam w całym moim podróżniczym repertuarze. Po drodze chcę definitywnie zaliczyć Park Yellowstone, a i bezdroża Montany i Idaho zapewne mnie zauroczą. Może Salt Lake City jeszcze przed Denver? Zrezygnowałam z Calgary, co prawda widziałam Vancouver, ale koniec końców, zawsze miasto olimpijskie warto zobaczyć, bo się o nim gdzieś tam, kiedyś słyszało i pamięta się emocje przeżywane przed ekranem telewizora… Wreszcie kurs… A potem do Nowego Jorku, na przełaj. Będę znowu wolna!!! Spakuję plecak, będę dzielnie go taszczyć na obolałych plecach i z przymrużeniem oka, typowo po polsku narzekać, jak ciężki, a ja głupia, że sama sobie taki los wybrałam. Będzie droga, sunąca naprzód, w lewo, w prawo, nieważne, tylko myśli będą z nią płynąć spokojnym rytmem pobrzękujących w sercu wrażeń, wzruszeń i marzeń. Będą ludzie, przelotne znajomości, głębokie rozmowy w szybkim tempie, bo nigdy nie wiesz, ile czasu wam dano, a jakoś tak masz ochotę opowiedzieć i usłyszeć historię całego życia i wyłuskać z niej prawdę o nas wszystkich i o tym świecie. Będzie przyszłość, nieznana, napawająca cudownym, wypełnionym nadzieją, ekscytacją i niepokojem oczekiwaniem, gdzie tym razem los mnie rzuci, i uśmiech do siebie samej, bo przecież dobrze będzie, tak jak zawsze. Będę znowu, choćby tylko przez chwilę, być może bardzo krótką, wcale nie łatwą i jakże ulotną w moim jej wyobrażeniu, szczęśliwa… Bo to jest miłość. To dla niej się poświęcasz, to jej się oddajesz, to dzięki niej wciąż, na przekór wszystkiemu innemu, żyjesz.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Spotkania - wpisy. i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s