Kanada: Co ukrywa kobieta po 30-stce?

„Przez wszystkie te tysiąclecia ludziom nie udało się rozgryźć zagadki, jaką jest miłość.

Na ile jest sprawą ciała, a na ile umysłu?

Ile w niej przypadku, a ile przeznaczenia?

Dlaczego związki doskonałe się rozpadają, a te pozornie niemożliwe trwają w najlepsze? Ludzie nie znaleźli odpowiedzi na te pytania i ja też ich nie znam.

Miłość po prostu jest, albo jej nie ma”.

Stephenie Meyer, „ Intruz”.

IMG_9086

Mount Revelstoke – na szlaku.

Dyskusja na temat samotności wśród wielu, silnych i niezależnych, kobiet w okolicach trzydziestki, zatacza coraz większe kręgi i urasta do miana problemu kulturowego. Kobiety winą obarczają mężczyzn, słabych i tchórzliwych, mężczyźni kobiety, egocentryczne i nazbyt wymagające. Przerzucamy się argumentami, coraz nowymi wysuwanymi wnioskami, jedno przez drugiego, omijając prawdę i istotę sprawy, tak daleko, jak tylko się da. Miłość jest niedefiniowalna i nieprzewidywalna, związek z drugim człowiekiem jest przede wszystkim wypadkową dobrej woli, otwartości i pracy nad własnym wnętrzem. Kiedyś było oczywistym, że przychodził czas i wychodziło się za mąż, czy też się żeniło. Tak kobiety, jak i mężczyźni podążali tym samym, oczywistym i niekwestionowanym szlakiem, czy się go bali, czy nie, czy byli tego pewni, czy nie, czy czuli się gotowi, czy nie. Dzisiaj nic nie jest już takie pewne, dzisiaj mamy wybór, dzisiaj odważnie pragniemy czegoś więcej. Nie chcemy powtarzać prostej mantry naszych mam i babć „byle jaki, byle był”, chcemy miłości i partnerstwa, przez to duże „M” i jeszcze większe „P”. Po przejściu kawałka drogi przez życie nie tylko wiemy, jak trudno jest spotkać właściwą osobę i jak niewiarygodnie ciężko jest zbudować trwałą i satysfakcjonującą relację, wiemy także, że potrafimy świetnie radzić sobie same i mężczyzna nie jest już koniecznym elementem naszego przetrwania. Głęboko w środku odczuwamy też ból naszego nieraz złamanego serca i pogubionych złudzeń, przez co instynktownie i intensywnie budujemy coraz więcej murów, aniżeli mostów. Boimy się. Boimy się stracić, to co udało nam się uzyskać i boimy się bólu, który będzie towarzyszył kolejnym zawiedzionym nadziejom. Boimy się kolejnej porażki i cierpienia, boimy się skonfrontować nasze marzenia z rzeczywistością o której wiemy, że najczęściej nie jest ani łatwa, ani kolorowa. Najbardziej jednak boimy się przyznać do tego, że tak bardzo się boimy. Boimy się pokazać komukolwiek, że ten obraz który budowałyśmy latami starań i poświęceń, obraz silnej i niezależnej kobiety i super babki, jest uszyty nie na miarę naszego własnego serca.

Mount Revelstoke.

Mount Revelstoke.

Mężczyźni od zawsze byli uczeni schematu siły i pewności, dominacji i racjonalizacji. Czy chcemy to przyznać, czy nie, mają dużo słabszy kontakt ze swoją sferą emocjonalną i rzeczywistością uczuć. To kobiety, jako te kruche i wrażliwe, były i są bramą do ich własnego serca. Tylko, jak przejść przez drzwi, które zamurowały, wielością oczekiwań i iluzji własnej doskonałości? Wzorce mężczyzny i kobiety przekazywane nam przez kulturę, społeczeństwo i socjalizację się zdewaluowały, ale nie wyczerpały, wciąż podświadomie w nas tkwią i prostą drogą prowadzą do konfliktu w niemal każdej sferze naszej egzystencji. Nowe dopiero się tworzą, to my je tworzymy, bardzo nieporadnie, jak to na początku każdej nowej drogi. Zamiast współpracować rywalizujemy, przekrzykując siebie nawzajem „kto ma rację, a kto nie”. Zamiast budować od początku, na czystej karcie, kierujemy się nieprzepracowanymi kompleksami, wewnętrznymi obawami i wypartą świadomością, że budujemy na bardzo grząskim i niebezpiecznym gruncie. Zakładamy maski na twarz, pod przykrywką których chowamy własne urazy, lęki i wzajemne wymagania. Nie mamy odwagi na szczerość, brakuje nam sił, żeby przyznać się do własnej niepewności, która jest nieodzowną wypadkową miłości. Szukamy perfekcji, która w świecie ludzkich spraw nie istnieje. Wszyscy jesteśmy tchórzami, uwikłanymi w skomplikowany labirynt własnych uczuć. Nie wierzymy już w miłość, nie wierzymy w siebie nawzajem.

Mount Revelstoke.

Mount Revelstoke.

„Bezduszny świat zmusza do histerycznego miotania się w poszukiwaniu tej jedynej lampki, która zapali się natychmiast i na zawsze. Jednak, żeby ten cud, na który czekamy, mógł nastąpić, potrzeba czasu; trzeba czasu, by tę lampkę odnaleźć, trzeba czasu, by tchnąć w nią życie.

Współczesne poszukiwanie perpetuum mobile ściga się z poszukiwaniem wiecznej machiny miłości”.

Clarissa Pinkola Estes, „Biegnąca z wilkami”.

Mount Revelstoke.

Mount Revelstoke.

Nie mamy czasu, zwłaszcza na pracę nad sobą samym. W pogoni za szczęściem zewnętrznym zapominamy o prostej prawdzie, że jest ono niczym więcej, aniżeli odbiciem naszej kondycji wewnętrznej. Nie chcemy się zastanawiać zbyt dużo i za długo, nie chcemy postawić, choćby jednego kroku w stronę przerażającej ciemności i nie mamy najmniejszej ochoty przyglądać się temu, czego się boimy. Wypieramy się własnej samotności, zaprzeczamy temu, że cierpimy, że pragniemy, że nam brakuje, zastępując to wszystko nieustanną pogonią za czymś nowym, wystarczająco zadowalającym i łatwym. Wkurzamy się i obwiniamy, siebie nawzajem i świat, który nam nie sprzyja, licząc na odrobinę szczęścia, które rozwiąże wszystkie nasze problemy. Czekamy. Czekamy na tego jedynego lub jedyną, która sprawi, że wszystko stanie się jasne i klarowne. I pewnie się doczekamy, spotkamy kogoś, coś poczujemy, i co dalej? Żyli długo i szczęśliwie? Jak długo? I jak szczęśliwie? Motyle w brzuchu przeminą, piękne, romantyczne chwile zamienią się w szarą codzienność, namiętność się skończy i zacznie się życie, samo życie. Wszystko to, co ukrywaliśmy na dnie własnego serca, wypłynie na powierzchnię, i dotrze do nas smutna prawda, nie ma ludzi doskonałych, tak samo, jak nie ma doskonałej miłości. Maska, którą nosimy zacznie coraz bardziej uwierać, partner coraz mocniej przerażać, a związek i nasze jego wyobrażenie zacznie się rozpadać, niczym domek, zbudowany z kart naszych osobistych złudzeń. A skoro tak, po co w ogóle zaczynać, po co się zbyt szybko angażować, po co nadawać głębsze znaczenie czemuś tak ulotnemu?

Mount Revelstoke.

Mount Revelstoke.

Siła nie ma nic wspólnego z odczuwaniem lub nie odczuwaniem, siła to zaufanie i poddanie się nieznanemu. Niezależność nie jest zaprzeczeniem miłości i nie pozbawia jej pragnienia, niezależność to nie uleganie presji własnej nieświadomości i otaczającej nas rzeczywistości kulturowej. Odwaga nie wyklucza lęku, wręcz przeciwnie, z niego jest zbudowana. Boję się. Bardzo się boję związku i miłości, zwłaszcza doświadczając i obserwując wszystko, takim jakim jest, a nie takim jakim chciałabym to widzieć. Zielonego pojęcia nie mam, jak moje życie z kimś się ułoży i jakie wyzwania ze sobą przyniesie. Poznanie kogoś i zaufanie komuś jest ryzykiem, największym ryzykiem, jakie mogę sobie wyobrazić i doprawdy nie wiem, jak temu zaradzić. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie jak znaleźć miłość, tą prawdziwą miłość, czego się wystrzegać, a czemu uwierzyć. Nie mam żadnej gwarancji, że kolejny ktoś spotkany na drodze mnie znowu nie zrani i nie zawiedzie. Nie wiem, co znaczy kochać właściwie i jakich błędów absolutnie nie wolno popełniać. Uczono mnie randkowych sztuczek i trików udanego flirtu, ale nikt nigdy nie dał mi kłucza do drzwi twojego serca, a ten do własnego nauczyli mnie skrzętnie ukrywać. Nie zawsze potrafię ocenić, co i kiedy należy powiedzieć, co i kiedy okazać, do czego i kiedy się przyznać. Wiem, że chcę nadal próbować. Wiem, że prawdę odnaleźć można tylko w prawdzie, że intymność odziera nas z wszelkiej prawdy. Wiem, że chcę nadal wierzyć i chcę być w tej swojej wierze szczerą, taką jaką jestem, ze wszystkimi dobrymi i złymi tego przejawami. Wiem też, że na standardy współczesnego świata, wymagam bardzo wiele, czasem myślę, że być może zbyt wiele.. I nie dlatego, że oczekuję doskonałości, wręcz przeciwnie, bo niczego nie pragnę bardziej, aniżeli spontanicznej niedoskonałości. Pokaż mi swoją ciemną stronę i bądź moim własnym cieniem, żebym mogła nauczyć się prawdziwej miłości, żebym mogła wzrastać i rozwijać się w miłości. Pomóż mi uwierzyć, że to w co wierzę nie jest nierzeczywiste. Nie uciekaj, choćbyś bardzo chciał, poczekaj. Zdejmij maskę proszę, zdejmij tę cholerną maskę…

Revelstoke.

Revelstoke.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Spotkania - wpisy. i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Kanada: Co ukrywa kobieta po 30-stce?

  1. tubylismy pisze:

    Starsze pokolenie nadal myśli, ze wybór żony/męża to tak jak wyjście do supermarketu po zakupy. Myślę, ze ludzie nie są samotni z braku wyboru, a raczej właśnie z wyboru. Temat ten jest bardzo skomplikowany i niestety nie ma prostych dróg lub dróg na skróty. No i ten tchórz w kazdym z nas…

    • To prawda, nie ma prostych dróg i dróg na skróty. I jest to mega skomplikowane, a my współcześnie lubimy wszystko komplikować jeszcze bardziej. 😉 Czasem jedynym wyborem, jaki masz to uwierzyć i cierpliwie nie tracić nadzieji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s