Anglia: Rozmowy z Diabłem.

„Diabeł wie, ile nienormalności siedzi czasem w geniuszu i na odwrót”.

Stanisław Lem

Polska, Dolina Pięciu Stawów.

Polska, Dolina Pięciu Stawów.

Trochę ponad rok temu, pamiętam dokładnie, w małym pokoju jednego z hosteli w Labuan Bajo na indonezyjskiej wyspie Flores, miałam sen.. Są takie sny w życiu o których wiesz, że są bezpośrednimi wysłannikami twojej podświadomości. Sny, które przewidują bieg zdarzeń albo dobitnie zwracają twoją uwagę na to, co tak naprawdę dzieje się w twoim życiu. Sny, które zapamiętujesz i które za tobą chodzą i dręczą cię, dopóki nie zajmiesz się ich interpretacją, dopóki nie zrozumiesz. Ile czasu potrzebujesz na zrozumienie? Ile łez musisz wypłakać, żeby odnaleźć w sobie prawdę? Ile dróg trzeba przemierzyć, ile walk stoczyć i ilu blizn się po nich doliczyć, zanim z fragmentów wspomnień, ułożysz pełny obraz? Jak długo będziesz błądzić pośród cieni, zanim słońce nowego życia na nowo w tobie zaświeci? Zanim wiatr zmiany omiecie nie tylko twój rozum, ale nade wszystko serce? Ile wytrwałości, wiary i nadziei musisz wyprodukować, żeby nie zawrócić, nie poddać się, żeby iść, a kiedy nie da się inaczej, czołgać się, dalej, mozolnie posuwając się naprzód? Ile siły musisz w sobie mieć, żeby pomimo całej niesprawiedliwości i okrucieństwa tego świata, nie stracić jego piękna z oczu i nie zatracić siebie?

https://www.youtube.com/watch?v=ijiYCWcXrNY

Polska, Czarny Staw pod Rysami.

Polska, Czarny Staw pod Rysami.

Trochę ponad rok temu miałam sen… Byłam w swoim rodzinnym mieszkaniu w Chełmicy-Cukrowni. Ostatnie piętro dwu piętrowego typowego polsko-komunistycznego bloku zakładowego na osiedlu trzy blokowym. Była noc, obudziłam się w najmniejszym z pokoi, przez ostatnie lata naszego wspólnego tam bytowania był on pokojem mojej siostry. Wyczuwałam czyjąś obecność za oknem, ktoś z dołu mnie obserwował, czekał na mnie, polował. Bałam się, ale chciałam zobaczyć kto to taki. Powoli zaczęłam zbliżać się do okna, tak aby spojrzeć, żeby zobaczyć, samemu nie będąc zobaczoną. Wychyliłam się zza parapetu i przez szybę go zobaczyłam, a on zobaczył mnie. Co dziwne, a może właśnie nie, on też nie chciał zostać zauważonym, wycofał się za ławkę pośród drzew, ale nasze spojrzenia już się spotkały i oboje wiedzieliśmy, że wiemy… Przerażona pobiegłam do pokoju rodziców, którzy spali. Obudziłam ich, tłumaczyłam, że przed blokiem ktoś jesteś i chce mnie skrzywdzić, że potrzebuję pomocy, że sama nie mogę, z niesprecyzowanego jak to bywa w snach powodu, zadzwonić na policję, ale oni muszą mi uwierzyć i to zrobić. Zdaje się, że nawet telefon przyniosłam i chyba nawet zaczęliśmy dzwonić… I wtedy zmieniła się sceneria. Byłam już na chodniku przed blokiem, szarpana przez nieznajomego i ciągnięta w ciemność. Przemykały, gdzieś obok znajome kobiece twarze, ale ten wątek był wyjątkowo zamazany. A potem była samotność, nadal w ciemności, niebo bez gwiazd, łąka i ja pośród traw, spętana i zakneblowana. Klęczałam, a moje ręce były związane za plecami i przywiązane do nóg, tak, że siłą rzeczy tkwiłam w przykurczu, ze spuszczoną głową. Wokół nie było nikogo i panowała niemiłosierna cisza. Zostałam schwytana przez Diabła*, prześladowcę samej siebie i przez prawie rok toczyłam z nim swoją własną walkę, przez długą jej część nie mając zielonego pojęcia z czym, albo z kim tak naprawdę się zmagam.

Polska, Park Szczęśliwicki w Warszawie.

Polska, Park Szczęśliwicki w Warszawie.

Trochę ponad rok temu miałam sen… Sen, który rozpoczął proces długiej, wielokrotnie wątpliwej i doprawdy wyczerpującej transformacji. Jej apogeum nastąpiło po Bali. Bali, które doskonale odzwierciedliło wszystko, dokładnie wszystko to, co dzieje się w moim wnętrzu. Bali, które było światem pomiędzy światami, lustrem pokazującym w sposób doskonały, prawdę, całą prawdę o mnie. Bali, które uderzyło mnie tak wielkim obuchem w głowę, że nie miałam żadnego wyjścia, jak tylko się wreszcie przebudzić i zmierzyć z własnym złowrogim cieniem. Bali, które mimo całej mojej pokory, wyrozumiałości i współczucia dla innych, pozostawiło mnie tylko z jednym pytaniem „czy naprawdę tego tylko jesteś warta?”, „czy to jest to szczęście o którym marzysz?”, zresztą niestety nie po raz pierwszy w życiu.. Na Borneo jeszcze tkwiłam w marazmie, po powrocie do Polski i ostatecznym uświadomieniu sobie, że moje marzenia i najbardziej wytęsknione nadzieje, legły w gruzach, a ja nie mam pojęcia, co dalej począć ze sobą i swoim życiem, wszystko wokół zapadło się w mroku. Trwałam i płakałam, aż powiedziałam, dość, ani kroku dalej, i zaczęłam proces swojej z Diabłem rozmowy. Ja jedno, on drugie. On źle, bo powinnaś to i tamto, ja, a co ty tam wiesz. Ja, przekonasz się, on, to bez sensu. Ja, poradzę sobie, będzie dobrze, on, jasne, będzie dokładnie tak jak było. I tak dalej, i tym podobne. I oddałam się tej walce w całości, codziennie od nowa, postanowiłam walczyć o swój własny głos, o swoje własne szczęście, zaufać, że wiem, że wiem więcej, niż samej mi się wydaje. Zaczęłam też się modlić, szukać wskazówek, prosić o najmniejszy znak wskazujący kierunek. Wtedy właśnie zrezygnowałam z powrotu na Bali, wybrałam Anglię i krok w kierunku odległej przeszłości i nadchodzącej przyszłości. Zaufałam sobie i tylko sobie. Zaufałam swoim łzom i udręce. Zaufałam głosowi mojego „rozsądku” i serca, schodzącego coraz głębiej i głębiej, zamknięciu się w sobie i ciężkiej pracy wewnętrznej, którą zbyt długo już odwlekałam. Nie wystarczy bowiem zrozumieć, nie wystarczy zaobserwować, nie wystarczy prawdę zobaczyć, trzeba potem z tą prawdą i w zgodzie z nią żyć, dzień po dniu, od początku, od nowa i dokładnie tak samo. Trzeba walczyć z Diabłem, dopóki nowe życie i nowa wiedza nie staną się naszym nawykiem, tak w świadomości, jak i nieświadomości.

Polska, w drodze do Samotni, Karkonosze.

Polska, w drodze do Samotni, Karkonosze.

Oj, jak ja tej Anglii nienawidziłam poprzednim razem. Kojarzyła mi się z zimnem, deszczem, ciężką pracą i tęsknotą. A jednak, co znamienne, jak dotąd zawsze dostarczała mi dokładnie tego, czego potrzebowałam, tak w świecie wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Tym razem pobiła wszelkie rekordy spełniania moich zamiarów na tu i teraz. Dostałam wszystko, to co chciałam i niemal dokładnie, tak jak chciałam. Będąc zupełnie szczerą, bez grama niepotrzebnej skromności, przeszłam samą siebie w zorganizowaniu mojego życia tutaj, tak jak ja chcę, w zgodzie tak z sercem, jak i z rozumem. Zresztą, czy po raz pierwszy? Jeśli jedno do mnie wreszcie dotarło to to, że jestem inteligentna, tym jednym rodzajem inteligencji, który zawsze skupia się na pytaniu „jak?’.. Jak tam dojść, jak to osiągnąć, jak sprawić, żeby niemożliwe stało się możliwym? Inteligentna tym jednym rodzajem inteligencji, który niezależnie od wędrówek świata wewnętrznego, w świecie zewnętrznym zawsze sobie poradzi, o ile świat zewnętrzny będzie wspierał rozwój świata wewnętrznego, dopóki będzie z nim współgrał… I chociaż z ręką na sercu odliczam dni, ba wręcz minuty do wyjazdu, i chociaż nie chce mi się jak nie wiem co chodzić już do pracy, i serce, i dusza wyrywają się do kolejnego biegu, odnalazłam tu swoje szczęście. Szczęście, które od samego początku nosiłam w sobie. Odnalazłam tu zaufanie do samej siebie i wiarę w siebie i tylko w siebie. I nie jest to wiara ślepa, zadufana, a mnie nie ogarnęła nagle euforia własnego ego, ani zauroczenie uciechami przyjemności, bo mam ich tu bardzo niewiele w powszechnym ich rozumieniu, a to jak żyję nie ma nic wspólnego z ambicjami ego… Odnalazłam tu spokój, spokój i ukojenie dla mojej duszy..

Polska, Lasek Kabacki w Warszawie.

Polska, Lasek Kabacki w Warszawie.

O przyjeździe tutaj zdecydowała porażka w ubieganiu się o wizę do Kanady i przymusowe przetasowanie planów przez los. Droga, którą chciałam kroczyć okryła się mgłą niesprzyjających okoliczności, a ja, chcąc nie chcąc, znowu musiałam przez chwilę posuwać się po omacku. Prawda o Kanadzie była jednak taka, że szansa nie została ostatecznie pogrzebana, że, choć bardzo ulotna i przewrotna, tkwiła we mnie wciąż nadzieja, a wypływała ona z przekonania, że w tamtym kierunku zmierza moje przeznaczenie. Jakieś półtora miesiąca wcześniej, kiedy wydawało się, że mój idealnie poukładany świat tutaj zaczyna się rozpadać, a ja znowu zaczęłam mieć poczucie, że tracę kontrolę nad sytuacją, miałam kolejny sen. Śniło mi się, że dostałam maila z ambasady kanadyjskiej o tym, że jest dla mnie miejsce w puli przeznaczonej dla Polaków i że mogę złożyć pozostałe dokumenty. Pula ta wynosi 625, ja miałam numer 867, co oznaczało, że 242 inne osoby muszą odpaść lub zrezygnować ze swojego miejsca, zanim znajdzie się jedno dla mnie. Zasada jest jednak taka, że dopóki proces trwa, dopóki istnieje szansa, jesteś na liście, w innym przypadku otrzymujesz list o treści „dziękujemy ci essi johnson”… Do tego czasu jednak, choć karty niezbyt fartownie rozdane, bo nic nie zależy od ciebie, pozostajesz w grze i czekasz. I czekasz… I czekasz… Doczekałam się dokładnie 3 października, niecały tydzień temu, że mój sen się sprawdził i wreszcie kolejny ruch należy do mnie. I chociaż nie mam gwarancji, że jakiś urzędnik nie stwierdzi, nie, pani to jednak nam nie pasuje, o ile sama czegoś nie zawalę, raczej nie ma logicznych przesłanek, żeby mieli mnie odrzucić. Z szans kilku procentowych, wskoczyłam na te około 90. Przy tym, czekając, pracując i odkładając, nie zmierzam pierwszym samolotem polecieć od razu w miejsce przeznaczenia… No i dzięki temu, do tej Kanady tak czy siak dojadę, choćby na wizie turystycznej, tak jak zakłada mój plan awaryjny, o który też dla odmiany się postarałam. 🙂

Polska, Warszawa, widok z okna mojego mieszkania.

Polska, Warszawa, widok z okna mojego mieszkania.

Jednym z moich postanowień noworocznych na 2014 była nauka hiszpańskiego i zamierzam ją podjąć, jak tylko wrócę do Polski, ale tak naprawdę zamierzam się go uczyć na początku 2015 roku, nie gdzie indziej, a w Meksyku. Intensywnie myślę też o Kubie, ale nie zdecydowałam jeszcze czy przed Meksykiem, czy w międzyczasie, czy już z Kanady. Od dawna marzę o podróży na Kubę, więc kwestia kiedy, jest tylko kwestią czasu, nie determinacji. Jako, że naoglądałam się amerykańskich filmów drogi, do Kanady chciałabym pojechać autem przez Stany Zjednoczone. Mam tam trochę znajomych, a i niewielką nadzieję, że uda mi się po drodze spotkać z Clarissą Pinkolą-Estes i się czegoś bezpośrednio od niej nauczyć… Zobaczymy… Plany, są jak zawsze planami i wiele może się po drodze zmienić, więc trudno ostatecznie powiedzieć, że będzie tak, a nie inaczej. 7 listopada wracam do kraju i do końca 2014 roku będę się zajmować kwestiami organizacyjnymi i tym, co najważniejsze, moją twórczością, rodziną i przyjaciółmi. Znowu mam cel swojej własnej drogi, motywację do pokonywania przeciwieństw, coś, co mnie nakręca, jak to się mówi z angielskiego „drivuje” i to „coś” jest moje i w większości ode mnie zależy. I tak powinno być, i tak właśnie nie było w Azji, ale to już inna opowieść, na inną okazję, która też się w końcu napisze. 🙂

"Moja" warszawska uczta, która już na mnie czeka ;)

„Moja” warszawska uczta, która już na mnie czeka 😉

Każdy z nas, każda kobieta i każdy mężczyzna, musi sam stworzyć swój własny świat i sobie samemu ufać i umieć na sobie samym polegać. Jak dotąd nie udało mi się spotkać nikogo, kto zmieniłby wzór, że najlepszą wersją samej siebie pozostaję Ja – Sama. Wybór partnera jest jednym z najważniejszych życiowych wyborów, jeśli wierzymy, że szukamy na stałe, i wiele, zbyt wiele historii różnych kobiet pokazuje, jak niekiedy bywa on wyniszczającym i błędnym. Dopóki pewnie nie stoimy na swoich własnych dwóch, a zgodnie z tym w co ja wierzę, czterech łapach, dopóty może lepiej sobie odpuścić, poczekać? Może warto przyswoić fakt, że to o nas nam tak naprawdę chodzi i to my jesteśmy najważniejsze? Może warto żyć takim życiem, żeby to jedno marzenie, tak bardzo nieprzewidywalne, a dotyczące niemal każdej z nas, stało się drugorzędnym, a brak jego spełnienia, choć od czasu do czasu, przygnębiający, nie odbierał nam radości ze swojego własnego życia? Może to właśnie na jego tworzeniu powinnyśmy się skupić najbardziej i to jemu poświęcić niemal w całości swoją uwagę? I może nasza podróż, zwłaszcza ta wewnętrzna, nie polega na tym, żeby stać się kimś innym, kimś dla kogoś albo odnaleźć coś w świecie zewnętrznym? Może jest ona drogą do zaprzestania bycia tym, kim nie jesteśmy, co nie jest tak naprawdę nami i pogodzenia się z tym, kim w pierwszej kolejności zawsze byłyśmy? Może chodzi nie o odnalezienie siebie, a o zaakceptowanie siebie w każdej jednej postaci, na każdym jednym etapie drogi i w każdym jednym życiu? Może wreszcie to czego tak naprawdę szukasz już do ciebie należy i tylko jakiś Diabeł podpowiada ci, że wciąż tego nie znalazłaś?

„I Ty swą odpowiedź rzuć na wiatr”………

Rozmawiaj z Diabłem otwartym sercem i prostymi słowami.

Uwierz, cokolwiek usłyszysz ulegnie transformacji.

Nie odwracaj wzroku przed swoją własną brzydotą, w niej twoja siła.

Niech będzie jak jest, dokładnie jak było, płacz w imieniu prawdy.

Usłyszysz nieraz, że w tym twoja naiwność, zguba i smutek.

Usłyszysz, że nie warto widzieć, słyszeć, ani czuć.

Zaufaj ciemności i idź dalej w jej otchłań, niech cię pochłonie.

Niech wytrwałość duszy prowadzi cię przez mrok.

Przekonasz się, zobaczysz, zrozumiesz…

Tam twoja nadzieja i zmartwychwstanie, tam dom miłości, którego szukasz.

Miłości, która rozpala płomień światła na końcu tunelu rozpaczy.

Która jest twoja, i wieczna, i zawsze na ciebie czeka.

W tobie każdy początek i koniec, w tobie każda odpowiedź, której potrzebujesz.

W tobie wszystkie demony i cienie, w tobie każda zdrada i niejedno przeznaczenie.

W tobie radość wędrówki i usłana kamieniami droga.

W tobie najważniejsza i najpiękniejsza z podróży…

W tobie Życie i Śmierć.

 

*Rozdział 14 La Selva Subterrdnea: inicjacja w podziemnym lesie, „Biegnąca z wilkami. Archetyp Dzikiej Kobiety w mitach i legendach”, C.P. Estes; przekład: Agnieszka Cioch; Poznań 2001.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Spotkania - wpisy. i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s