Bali: Odpuszczanie.

Letting go.

„Niektórzy myślą, że to przetrwanie czyni nas mocniejszymi. Ale czasami jest to odpuszczanie.”

Herman Hesse.

 

Bali, gdzieś po drodze.

Bali, gdzieś po drodze.

„Odpuść sobie” – dwa proste słowa, przynoszące zdawałoby się spokój. Słyszymy je często od innych i sami je sobie często powtarzamy. Zaplątani w zawieruchę zdarzeń, omamieni plątaniną własnych uczuć i myśli, targani emocjami, zagubieni pośród niezliczonej ilości dobrych rad i sposobów pokonywania trudności, nauczeni trudnej sztuki przetrwania w niesprzyjających okolicznościach, wśród niewłaściwych osób i własnych demonów, atakowani codziennie nową porcją prawd uniwersalnych. Tańczymy ten wyczerpujący taniec zrozumienia siebie, zdarzeń i innych, walczymy o prawdę uniwersalną, o jedynie słuszną odpowiedź, wyjaśniającą wszystko i pozostawiającą błogą klarowność. Czy istnieje jednak prawda uniwersalna? Czy możliwym jest kompletne zrozumienie sytuacji w której się znaleźliśmy, korowodu zaskakujących nas znienacka zdarzeń i naszych reakcji na nie? Czy istnieje klarowność w życiu i gdzie ją odnaleźć? „Odpuść sobie” wydaje się najsensowniejszym rozwiązaniem, tylko co to właściwie oznacza i kiedy wiemy, że nadszedł czas na odpuszczenie? Odpuszczanie będzie prostsze, jeżeli dokładnie zdamy sobie sprawę, co musimy odpuścić. Z reguły pod przykrywką zwykłych rzeczy, czy to pracy, czy związku znajdują się nasze przekonania, lęki, wewnętrzne motywacje i to one nas powstrzymują od podjęcia decyzji, i to z nimi należy szczerze w sobie porozmawiać. A nade wszystko to one potrzebują czasu. Wszystko, co robimy w życiu zaczyna się w nas, więc także w nas musi przeminąć. Decyzja o odpuszczeniu jest łatwiejsza i konsekwentniejsza, jeśli motywuje ją miłość, a nie strach lub przymus.

Bali, w drodze na Mt. Batur.

Bali, w drodze na Mt. Batur.

Niektórym z samej natury usposobienia odpuszczanie przychodzi łatwiej. Inni, do których sama należę, cechują się taką upartością, do granic zawziętości niemalże, że odpuszczenie jest dla nich niemal drogą przez mękę. Najtrudniej odpuścić, kiedy zaangażowaliśmy w coś serce, związaliśmy z czymś nasze nadzieje i pragnienia, kiedy uwierzyliśmy, że to od naszych starań zależy obrót sytuacji. I mimo, że sprawa przybrała obrót destrukcyjny dla nas samych, mimo, ze każdy kolejny krok na obranej ścieżce sprawia tylko większy ból i poszerza obszar naszego cierpienia, brniemy dalej, bo wydaje nam się, że odwrót i odpuszczenie tylko pogorszy nasze samopoczucie, bo nic w gruncie rzeczy nie przeraża nas bardziej, aniżeli poddanie się. Towarzyszy nam wtedy nieustanna burza mózgu, który na wszystkie sposoby obmyśla, jak uratować to, co w gruncie rzeczy i tak już stracone. Każdy wysiłek zasila korzenie lęku i prowadzi nas w dół, wąską ścieżką, niczym na skazanie, w ciemną otchłań własnej bezsilności. Jesteśmy w potrzasku swoich emocji i nie widzimy już nic, zamknięci w klatce żalu, zawiedzionych nadziei, urażonej dumy, beznadziejności i zranionych uczuć. Słyszymy w takich chwilach od najbliższych „nie warto”, spójrz w przyszłość i właśnie niemiłosiernie bolesne „odpuść już”. I choć zabrzmi to paradoksalnie, bo oczywiście każdemu wtedy przychodzi do głowy tylko jedna riposta „łatwo powiedzieć”, ale to właśnie odpuszczenie jest najlepszym, co możemy dla siebie wtedy zrobić. Z tym, że zazwyczaj sprowadzamy je do podjęcia jakiś kroków, decyzji, zmiany czegoś, manewrujemy na kilku frontach jednocześnie, tracąc tym samym grunt pod nogami. Obwiniamy siebie o własną bezradność, zarzucamy bezużyteczność i jedyne, co osiągamy to jeszcze gorsze samopoczucie i jeszcze większe cierpienie. Pętla się zamyka i zaciska coraz bardziej. Tymczasem czasami chodzi o odpuszczenie naszych usilnych starań dotyczących danego problemu, z którym się zmierzamy i najzwyklejsze odłożenie sprawy na później. Chodzi po prostu o zatrzymanie się w środku bałaganu i powiedzenie sobie zwyczajnie „a niech się wali, a niech się pali, jest do dupy i niech tak będzie”. I mimo, że wydaje się to sprzeczne z logiką i z podstawowym instynktem samozachowawczym, jest to najprostsza i najskuteczniejsza metoda, przetestowana przeze mnie już niejednokrotnie.

IMG_6510Co, więc oznacza odpuszczenie w takim razie? Cokolwiek przyjdzie ci do głowy. Po prostu zajęcie się czymś innym i jest wysiłkiem naszej woli i umysłu. Najlepiej wyjechać, gdzieś na trochę, zwyczajnie odpocząć, nabrać dystansu i pobyć tylko z sobą, i nie chodzi mi koniecznie o jakieś długie, drogie, egzotyczne wakacje. Może to być też leżenie pod drzewem w hamaku i rozpoznawanie kształtu chmur, spacer po lesie, wycieczka rowerowa, albo oglądanie sufitu na łóżku we własnym pokoju. Kiedy rzuciłam pracę i znalazłam się nagle w domu, sama, ze wszystkimi moimi lękami, wątpliwościami i skrajnym wyczerpaniem emocjonalnym, kupiłam 1000 elementowe puzzle i przez niemal dwa tygodnie nie robiłam nic innego, aniżeli je układałam. Innym razem szlakowałam „Przyjaciół” w internecie, odcinek za odcinkiem, bo mnie śmieszą i skupiają uwagę. Telewizja jest świetnym środkiem, mówią, że ogłupia, ale co z tego, przynajmniej sukcesywnie zajmuje myśli. W chwili kryzysu na Bali skupiłam się na pływaniu, codziennie wskakiwałam do basenu i robiłam kilkanaście jego długości, afirmując przy tym, że wszystko to, co się dzieje jest jak woda, która mnie właśnie opływa. Wysiłek fizyczny jest fantastyczny pod dwoma względami, nie tylko uwalnia endorfiny, ale dodatkowo naturalne zmęczenie ciała powoduje, że już nawet myśleć nie mamy siły. Teraz, kiedy od trzech tygodni jestem w Polsce i usilnie zastanawiam się nad tym, co robić dalej, skoncentrowałam się na tym byciu po prostu. Proste rzeczy, gotuję, bawię się z siostrzenicą, czytam, rozmawiam z najbliższymi i poświęcam im swój czas i uwagę. I mimo, że trudno w każdej jednej chwili być obecnym, zmuszam się niemal do trwania, do odrzucenia niepokoi i zmartwień i bycia w chwili w której właśnie jestem. Co najważniejsze wreszcie znowu piszę, z sensem, czy bez, tak po prostu. Jeśli ma się ogródek można w nim popracować, trawę skosić, liście pograbić. Emocje opadną z czasem, nasze myśli się uspokoją i pomysły na rozwiązanie problemu same zaczną się pojawiać. Najważniejsze to niczego nie przyspieszać, nie walczyć z rzeczywistością i własnymi uczuciami, płakać, jeżeli mamy ochotę płakać, w końcu same się tym zmęczymy i łzy przestaną lecieć. Życie nas nigdzie nie pogania, płynie własnym rytmem, to my sami dążymy do jakiegoś bliżej niesprecyzowanego porządku rzeczy i spraw, a najczęściej to właśnie nieporządek jest zalążkiem porządku.

Bali, pola ryżowe.

Bali, pola ryżowe.

Odrzućmy wszystkie przekonania o tym jak, co powinno wyglądać. Odrzućmy wszystkie zaczytane, usłyszane i wpojone nam mądrości na temat życia, miłości, przyjaźni, kariery. Dajmy sobie spokój z radami dotyczącymi tego, jak zbudować pewność siebie, jak siebie pokochać, jak kochać kogoś innego, jak wychowywać dzieci, jak poradzić sobie z żalem i smutkiem, jak wybaczać i odzyskać spokój, wreszcie jak wprowadzać siebie w permanentny stan pozytywnego myślenia i szczęścia, które sami wybieramy i budujemy w naszym wnętrzu. Wszyscy jesteśmy ludźmi i naszym przeznaczeniem nie jest bycie doskonałym, a już na pewno nie wiecznie zadowolonym i uśmiechniętym. Wszyscy czasami popełniamy błędy i kulejemy w zmaganiu się z nimi. Wszyscy się czegoś boimy i wszyscy nie znamy złotego lekarstwa na nasz ból, stratę, słabość i zawiedzione nadzieje. Każdemu ciężko przychodzi pogodzenie się z czymś z czym po prostu trudno jest nam się pogodzić. I doprawdy nie ma w tym niczego złego czy niewłaściwego. Taka natura człowieka, myśli, czuje, przeżywa. Dajmy sobie czas na przejście każdego kroku po kolei, dajmy sobie czas na bycie i trwanie w zgodzie z tym, co w danym momencie czujemy. Bądźmy sobą, żyjmy bez ciągłego kwestionowania otaczającego nas świata i naszej postawy wobec niego, bez zastanawiania się, co jest dobre, złe, lepsze czy gorsze, bez wszystkich atakujących nas „powinnam i nie powinnam”. Tak długo jak jesteśmy ze sobą szczerzy, uczciwi wobec własnej prawdy i prawdziwi w naszym wyrażaniu siebie i nie krzywdzimy, albo przynajmniej staramy się nie krzywdzić, nikogo innego, w końcu odnajdziemy drogę. Każdy swoją własną. Jak śpiewa Stare Dobre Małżeństwo po prostu „dajmy czasowi czas” i odpuszczajmy częściej. Najczęściej samemu sobie.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Spotkania - wpisy. i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Bali: Odpuszczanie.

  1. Paulina pisze:

    Ciekawie piszesz, dobrze mi się czyta Twoje rozmyślania. Zgadzam się, najtrudniej jest odpuścić sobie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s