Bali: W poszukiwaniu miłości.

„Wiele rzeczy zaczynamy rozumieć późno, jeszcze więcej – bardzo późno, najwięcej – zbyt późno.”

Ryszard Kapuściński.

 

Bali z lotu ptaka.

Bali z lotu ptaka.

Na Bali przyjechałam dość przypadkowo, nie planując tego wyjazdu wcześniej i nie mając w stosunku do niego większych oczekiwań. Po Indiach i wcześniejszych wojażach wiedziałam, że przyszedł czas zatrzymać się na chwilę , pozbierać myśli, zastanowić nad sobą i dalszą przyszłością. Z Bali wróciłam bardziej zagubiona, niż kiedykolwiek wcześniej. Niby wiedziałam, czego chcę dalej, ale w głębi serca czułam, że poniekąd znalazłam się punkcie wyjścia całej tej podróży i stanęłam przed jednym, najbardziej przerażającym mnie przez cały poprzedni rok pytaniem: co dalej? Od początku wiedziałam, że nie mogę bez końca po prostu jeździć z miejsca w miejsce, że to czego szukam ma głębsze podłoże i chociażby z racji sytuacji finansowej, w którymś momencie będę musiała podjąć decyzję, czego tak naprawdę pragnę i w którym kierunku de facto zmierzam. Do tej pory oddalałam rozmyślania o tym, myśląc, że wyzwolę się od presji posiadania zdefiniowanego planu na przyszłość. W kwestii pieniędzy myślałam po prostu, ze zatrzymam się gdzieś w Europie, może w Australii, a na koniec w Kanadzie. Popracuję, uzupełnię budżet i będę kontynuowała podróżowanie po prostu. Bali jednak skonfrontowało mnie z całą prawdą o sobie i ze wszystkimi przeświadczeniami, którymi może i nawet chciałabym żyć i które są wartościowe w swej wymowie, a jednak nie mają nic wspólnego z tym, kim jestem. Bali i wyzwania, które mnie tam spotkały doprowadziły mnie to całkowitego zakwestionowania własnej wartości i skonfundowania na temat własnego życia. A wszystko po to, żebym zrozumiała, że nie można kochać siebie, a poprzez naturalną symetrię także drugiej osoby, dopóki nie zatrzymamy się w drodze ciągłego doskonalenia i budowania coraz to nowych, udoskonalonych obrazów siebie.

Tarasy ryżowe w pobliżu Ubudu.

Tarasy ryżowe w pobliżu Ubudu.

O Bali, a w szczególności o Ubudzie mówi się, że jest on lustrem w którym przeglądamy się na wskroś. Ukazuje nam ono prawdę o samym sobie, o wszystkich naszych słabościach, konfrontuje z nieprzepracowanymi problemami z przeszłości i prowadzi do duchowej transformacji. I powiem tak, na tyle na ile jestem ostatnio bardzo sceptyczna w stosunku do wszelkiego rodzaju, zbyt głębokiego kopania we własnym wnętrzu, nie mogę zaprzeczyć, że coś w tym jest. Chwilę po tym jak przyjechałam tu, jedna z koleżanek napisała mi: „zapomnij o lekcjach z przeszłości, jeśli je dobrze odrobiłaś nie będziesz musiała ich powtarzać”. Były to niestety słowa złowrogiej przepowiedni jak się okazało, bo zdaje się, że powtórzyłam dokładnie wszystkie. Czy oznacza to jednak, że je źle odrobiłam? Teraz kiedy na to patrzę, z większym dystansem i spokojem emocjonalnym, powiedziałabym: nie. Wszystko sprowadza się do prostego faktu, ja ich po prostu nie rozumiałam, albo inaczej ja je chciałam zrozumieć za bardzo. I bez wątpienia zgadzam się teraz z jednym przeszłość należy pozostawić przeszłości, o lekcjach zapomnieć i pozwolić sobie ze świeżym spojrzeniem wejść w teraźniejszość, nie zapominając, że czegokolwiek nie nauczyliśmy się wcześniej, albo jakkolwiek szerokiej wiedzy o świecie i ludziach nie posiadamy, nie uchroni nas to przed kolejnymi wyzwaniami. Bo prawda o naszych życiowych doświadczeniach jest jedna są one niekończącą się drogą, a nie czymś, co można odhaczyć i zapomnieć. To czego się uczymy dotyczy tylko i wyłącznie naszego reagowania na wzloty i upadki w życiu i bez względu na wszystko zaufania do samego siebie. Bez tego zawsze będziemy niczym chorągiewki na wietrze, targane emocjami to z lewa na prawo, to z prawa na lewo. Na tym polega pewność siebie, do tego właśnie sprowadza się miłość do samego siebie.

Świątynia Gunung Kawi.

Świątynia Gunung Kawi.

Kiedy byłam w Indiach miałam jedno, nieoczekiwane spotkanie z pewnym mężczyzną. Był on właścicielem hostelu w którym się zatrzymałam w Forcie Kochi i pewnego wieczoru, kiedy siedziałam sobie na papierosie, zaczął mi się przyglądać uważnie i powiedział kompletnie dla mnie niezrozumiałe wtedy słowa „cut it all off now, if you won’t you’ll repeat everything once again within 3 months” („odetnij wszystko teraz, znajdziesz się dokładnie w tej samej sytuacji w przeciągu 3 miesięcy”). Przy mojej skłonności do doszukiwania się głębszego znaczenia we wszystkim, zaczęłam oczywiście drążyć temat, ale co mam odciąć? Co to znaczy? Dlaczego tak uważasz? A on tylko się uśmiechał, drocząc się ze mną i powtarzając, że po prostu to widzi, widzi w moich oczach dokąd zmierzam. Niby, pewnie uwierzyłabym, gdyby przy tym mnie nie podrywał. To właśnie po tej rozmowie napisałam, że kiedy kobieta rozmawia z mężczyzną, jedyną konkluzją jest „e, ściema”. Uwierzycie? Mi też trudno. Byłam w Indiach, żeby zrozumieć lepiej siebie, świat i ludzi, nie zrozumiałam nic. Tak bardzo chciałam odnaleźć upragniony spokój i pojednanie, tak bardzo zależało mi na szczęściu i na miłości, że w konsekwencji moich własnych, niczym niewymuszonych starań, zaprzeczyłam wszystkiemu po kolei, a najbardziej samej sobie. Dopiero teraz powoli dociera do mnie, co się tak naprawdę wydarzyło i nie ma to nic wspólnego z tym, czego doświadczyłam realnie, bo scena całego dramatu odbywała się tylko i wyłącznie w mojej głowie.

Blue Lagun, Padanbai.

Blue Lagun, Padanbai.

Nie ma łatwych przebudzeń, nie ma łatwych dróg wyjścia z impasu, który sami powołaliśmy do życia. Mieszają się we mnie uczucia tak zrozumienia dla samej siebie, jak i ciągłego obwiniania siebie o wszystko. Smutku za tym, co utracone, i nadziei, że każdy zakręt w życiu jest szansą na odrodzenie. Już za chwilę, bo 5 czerwca 2014 upłynie rok odkąd opuściłam bezpieczną przystań mojego ustabilizowanego życia w Polsce i wyruszyłam w podróż po Azji. Plącze mi się po głowie całe mnóstwo pytań na które w dalszym ciągu nie znalazłam odpowiedzi i jedno przeświadczenie, że tym razem jestem zdeterminowana odciąć je wszystkie. Wreszcie zrozumiałam przesłanie tej krótkiej rady, którą wcześniej tak dzielnie i z poczuciem świętej słuszności, zignorowałam. Nasze życie nie ma nic wspólnego z tym, jak perfekcyjni jesteśmy. My sami nie mamy nic wspólnego z perfekcyjnymi przekonaniami, jakie próbujemy w tym życiu wdrażać. Wreszcie to właśnie miłość najdalsza jest od perfekcjonizmu i doskonałości. Miłość własna, miłość do życia, miłość do innych i do otaczającego nas świata. Każda jedna jest swoim zaprzeczeniem, jeżeli zależy od spełnienia jakichkolwiek warunków, czy to tych naszych, czy też tych innych.

Nieodłączny towarzysz..

Nieodłączny towarzysz..

Wielkie zmiany w życiu nie należą do najłatwiejszych i nie dokonują się w przeciągu jakiegoś z góry ustalonego czasu. Nie ma też zmian, które są stałe i „niezmienne”. Całe nasze życie to droga, którą podążamy, raz bardziej kręta, raz mniej. Każdy z nas idzie nią najlepiej jak potrafi, każdy z nas czasem się gubi, jedni mają jasno wyznaczony kierunek i kroczą pewnie po prostej, asfaltowej drodze, inni wykonują nieoczekiwane zwroty, balansując niepewnie na górskich wertepach. Niektórzy koncentrują się na tym, co na zewnątrz i budują bagaż rzeczy materialnych, innym wystarczy rozwój wewnętrzny i bagaż własnych doświadczeń, każdy jest jednak jakimś obciążony. Na Bali mieszkałam trzy miesiące i były to miesiące niezwykłe, dlatego tak naprawdę powiedzieć mogę ze stuprocentowym przekonaniem tylko jedno: nie żałuję ani jednego kroku, ani jednego doświadczenia, choć niejedno z nich nadal odbija się we mnie „czkawką”, żadnego uśmiechu i nawet jednej z morza wypłakanych łez, nie żałuję żadnego z błędów, których było bez liku, nie żałuję żadnego spotkania, mimo, że nie wszystkie należały do kategorii miłych i przyjemnych, nie żałuję ani jednej z wydanych złotówek, a wydałam ich sporo, nie żałuję żadnego z miejsc, chociaż niektóre okazały się co najmniej nieprzemyślane i nie pozostawiły najlepszych wrażeń po sobie, nie żałuję żadnej z chwil, nawet tych, które zdawały się wiecznością, którą starałam się tylko przeczekać. Żyłam pełnią życia, w każdej z jego odsłon i smaków, poznawałam całą paletę barw ludzkiej egzystencji i przechodziłam poprzez wszystkie możliwe stany emocjonalne, od tych najlepszych do tych najgorszych. Żyłam prawdziwie, przez duże „Ż” i tylko to się liczy. I w dalszym ciągu wybieram to życie, z nadzieją, że tym razem wreszcie odnalazłam drogę miłości.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Spotkania - wpisy. i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s