Bunt na Koh Phayam.

„Jeśli okrzyknięto cię czarną owcą, odszczepieńcem, indywidualistką, samotną wilczycą, nie kurcz się w sobie, nie staraj się zniknąć. Tylko ślepcy mogą twierdzić, że nonkonformista jest przekleństwem dla społeczeństwa. Stulecia ludzkich dziejów potwierdzają, że każdy kto się wyróżnia, wytycza nowe drogi i wnosi oryginalny, bogaty wkład w obraz społeczeństwa i kultury”.

Clarissa Pinkola-Estes, „Biegnąca z wilkami”.

 

W drodze na wyspePytań o to, dlaczego robię to, co robię, jak długo to potrwa i czego właściwie szukam nie ma końca. Wielokrotnie już wcześniej słyszałam uwagi, że największy mój problem z życiem polega na tym, że za dużo o nim myślę, za dużo chcę, za bardzo marzę, zbyt wiele mądrych książek czytam, nie tak jak należy czuję itp.Powinnam dorosnąć, przetrzeć oczka i pogodzić się z faktem, że świat i życie są jakie są. Jeśli jestem smutna, jeśli z czymś się nie godzę, jeśli płaczę, to oznacza to najpewniej, że mam depresyjny charakter, jestem nadwrażliwa, emocjonalna, tudzież mam TE dni. Problem generalnie zawsze leży we mnie, raczej rzadko w świecie zewnętrznym. No bo czy ktoś umarł? Czy czegoś może mi brakować? Czy mogę chcieć, ot tak po prostu, inaczej? Szukam sensu, którego nie ma, żyję marzeniami, które się nie spełniają, tworzę utopijne wyobrażenia „domu”, którego nigdy nie znajdę, i tylko same zmartwienia ze mną… Współczują mi samotności, modlą się o „mój” święty spokój i „moje” pomysły na szczęście, przerażają się zmiennością nastrojów, nie rozumieją, czego chcę i dlaczego nie potrafię tak… No właśnie – jak?

IMG_4322Odkąd samodzielnie przejęłam kontrolę nad swoim życiem jestem kompletnie samowystarczalna. Mam pełną świadomość odpowiedzialności za siebie i swoje życie i gotowość ponoszenia wszelkich konsekwencji tego, jak żyję. Ukończyłam 2 kierunki studiów, oba z wynikiem bardzo dobrym (niektórzy twierdzą, że kujon ze mnie, ale to nie do końca jest prawdą…;)). Już na licencjacie, starałam się jakoś dorabiać, żeby mieć własne środki i niepotrzebnie nie obciążać budżetu rodziców, a potem wpadłam na plan, jak dotrzeć do Warszawy z najpotrzebniejszymi na początek rzeczami: wystarczającym zabezpieczeniem finansowym i płynnym angielskim, który był wtedy jednym z najlepszych atutów na rynku pracy. Rok spędziłam w Anglii, gdzie pracowałam jako opiekunka do dzieci i sprzątaczka, dzielnie przy tym oszczędzając na ten kolejny (wymarzony!) etap życia i inwestując większość energii w naukę angielskiego (tak! żadne IMG_4354tam imprezowanie, czy chociażby zwiedzanie i podróżowanie, nie taki, bowiem był cel tego wyjazdu!). Przez kolejne sześć lat mieszkałam w Warszawie, ukończyłam studia magisterskie, mimo, że teoretycznie nie były mi już do niczego potrzebne, zrobiłam całkiem niezłą karierę korporacyjną, dorobiłam się mieszkania, choć jeszcze 30 lat zajmie mi jego spłacanie,  i generalnie wszystkich społecznie uznanych za niezbędnie „gadżetów”. Jedyne, co odbiegało od rzekomej normy to fakt, że dobijam trzydziestki i ani męża, ani dzieci nie posiadam i chwilowo nie planuję, bo wreszcie doszłam do teraz… Na teraz nie ukradłam, oszczędzałam przez ponad rok intensywnie, a i wcześniej jak się udało. Na teraz nie uciekam przed nikim, ani niczym, szukam po prostu siebie (o zgrozo, straszne!). Na teraz wreszcie mam nowe, a może stare tylko w nowej odsłonie, marzenia i cele, i chociaż nie wiem do końca jeszcze jak, wierzę, że znajdę sposób, żeby je zrealizować. Na teraz jestem sobie na wyspie Koh Phayam i jest tak… 😉

.

.

.

IMG_4325

IMG_4338

IMG_4335

IMG_4344

Dotychczas myślałam, że moje wcześniejsze doświadczenia były „prawdziwą” szkołą życia. Teraz coraz częściej myślę, że dopiero tutaj uczę się, jak żyć. Niespiesznie, spokojnie i tylko tak, jak ja chcę. Ale w końcu ja po prostu za dużo myślę… I cóż może wiedzieć o „prawdziwym” życiu taki naiwny, wiecznie zagubiony, emocjonalny, niepoprawny i zbuntowany, nazbyt analizujący, nadwrażliwy i depresyjny, szalony marzyciel, jak ja?  Ano, IMG_4326może jednak warto na mnie czasem też spojrzeć z tej drugiej perspektywy, o której pisał Coelho w „Bridzie”: „Śmiałkiem jest ten, kto podejmuje decyzje wbrew obawom, ten, kogo na każdym kroku nękają demony, kogo nurtują rozterki, czy ma rację czy nie. A mimo to działa – bo również wierzy w cuda”? I tak właśnie! Wolę być pełna powyższych wad i żyć tak, jak żyję: niedoskonale i nie zawsze racjonalnie, ale w zgodzie z sobą, na przekór wszystkim słusznym radom i pomimo wszystko, ale zawsze do przodu, potykając się i przewracając po drodze, ale wstając tylko o własnych siłach i z podniesioną głową, może naiwnie i na pewno zbyt emocjonalnie, ale też uczciwie i szczerze…I można mieć na ten temat różne zdanie i widzieć we mnie jeszcze więcej różnych wad, ale martwić się, czy sobie poradzę? Hm, … O odrobinę zdrowego rozsądku to nawet ja poproszę! 😉

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Spotkania - wpisy. i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Bunt na Koh Phayam.

  1. Anka pisze:

    przed chwilą trafiłam przypadkiem na Twojego bloga, przeczytałam na razie kilka wpisów i chcę tylko powiedzieć jedno – nie przejmuj się „życzliwymi”, rób to, co Ci serce dyktuje a wszystko będzie tak, jak ma być. a po powrocie zapraszam do Krakowa na sok/wino/kawę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s